niedziela, 9 marca 2014

Rozdział XIX - "Nie będę siedziała z tym cwelem"

Bywają takie dni i noce,które zmieniają wszystko.Bywają takie rozmowy,które są w stanie wywrócić do góry nogami cały nasz świat.Nie możemy ich przewidzieć.Nie możemy się na nie przygotować.Czyhają gdzieś na nas,zapisane w łańcuchu pozornych przypadków,nieuchronne jak świt po ciemności.

-Co Ci odbiło? -pyta wściekły Brewer podnosząc się z ziemi.Z jego nosa cieknie strużka krwi ,a policzek jest cały czerwony.
-Co mi odbiło !? To nie ja zdradzam swoją dziewczynę -warczy Martinez zaciskając ręce w pięść
-To nie jest twoja sprawa Jerry-mówi patrząc chłodno na Martineza
-I tu się mylisz kolego.Obiecałeś mi,że nie skrzywdzisz Kim.A zrobiłeś to..złamałeś jej serce-mówi podniesionym tonem
-Nie mam ochoty z Tobą rozmawiać na ten temat.To sprawa pomiędzy mną a Kim -mówi spokojnie patrząc na Martineza
-No i Ericki -mówi z przekąsem Jerry
-Cześć Jerry -mówi Jack i odwraca się
-Jesteś idiotą -mówi z pogardą patrząc na Brewera

-Słucham ? -pyta rozzłoszczony Jack
-Jesteś idiotą.Zwykły skurwiel.Może ona z czasem Ci to wybaczy,ale nigdy nie zapomni.-mówi patrząc na wściekłego Jack'a i odchodzi zostawiając  Brewera samego ...

***
6 rano.Budzik jak zwykle o tej porze,każe mi wstawać.Przecieram dłonią twarz.Kolejna nieprzespana noc za mną.Wszystko o tej porze budzi się do życia,prócz mnie.Promienie słońca wpadają do pokoju.Jest cisza,która przeraźliwie mnie wykańcza.Sufit wydaje się być w tym momencie moim najlepszym przyjacielem.Spojrzałam na termometr znajdujący się na dworze.Dzisiaj jest 27 stopni na plusie.Następnie podeszłam do ogromnej szafy.Szybkim ruchem otworzyłam ją i po chwili namysłu chwyciłam ubrania.Zamknęłam drzwi od szafy i ruszyłam do łazienki.Tam zdjęłam pidżamę i weszłam pod prysznic.Po 20 minutach wyszłam z prysznica owinięta białym ręcznikiem i postawiłam swoje nogi na zimną terakotę.Byle jak związałam swoje blond włosy i zaczęłam myć zęby.Nałożyłam oczyszczający krem i po chwili go spłukałam .Gdy moja twarz  była czysta zaczęłam się ubierać.Założyłam czystą i bieliznę oraz wybrany strój czyli jasne dżinsowe szorty,bordową bluzę z napisem "Hollywood 95" do tego założyła kilka bordowych bransoletek i do tego krótkie conversy. Rozpuściłam włosy po czym delikatnie polokowałam je lokówką dzięki czemu powstałe delikatne fale.Na twarz delikatnie nałożyłam podkład,na oczach zrobiłam kreski eyelinerem,a rzęsy wydłużyłam tuszem.Usta pomalowała na szminką na czerwono.czerwień.Gdy skończyłam swoje przygotowanie wraz z pomalowanymi paznokciami na bordowo wyszłam z łazienki zgaszając światło.Wzięłam torbę z książkami oraz torbę na trening oraz chwyciłam gumy miętowe ,telefon i białe słuchawki i zeszłam na dół.Zegarek na telefonie wskazywał 7:50. Spóźnię się...trudno.Mam to gdzieś.Od dzisiaj wszystko się zmieni..ja się zmienię..
***
-Dobry sorze ,sory za spóźnienie -wykrzyknęła Kim wchodząc uśmiechnięta do klasy.Wszystkie oczy powędrowały ku niej..każdy chłopak nie mógł oderwać od niej wzroku,szczególnie jeśli chodziło o jej nogi.Uśmiechnięta powędrowała do ławki i zajęła miejsce koło Martineza posyłając mu ciepły uśmiech.
-Kimberly nie będziesz siedziała z Martinezem. Spóźniłaś się 15 minut.Ja wybiorę Ci miejsce.Usiądziesz z ..Jackiem -powiedział po chwili namysłu nauczyciel.Kim krzywo spojrzała na Jack'a ,który od 2 minut ciągle się na nią patrzył.
-Ale ja nie będę siedziała z tym cwelem -powiedziała głośno Kim.Wszyscy zamarli.Jack spuścił wzrok i patrzył w podłogę.
-Kimberly -zaczął nauczyciel,ale przerwał mu wybuch Kim
-NIE JESTEM KIMBERLY...tylko Kim.Uczy mnie sor. 2 lata i tak trudno panu zrozumieć,że jestem Kim ! -wybuchła Crawford patrząc na nauczyciela
-2 godziny kozy -powiedział wściekły patrząc na Crawford
-Świetnie-powiedziała sarkastycznie i siadła do ławki ,zajmując się rozmową
 z Martinezem.
***
-Idziecie po lekcjach do Milton'a ,do szpitala ? -zapytała Kim podchodząc do Odair i Martineza ,którzy objęci stali przy szafkach 
-Tak,idziemy. -powiedział uśmiechnięty Jerry na co Kim szeroko się uśmiechnęła
-To ja pójdę z wami jutro ,dzisiaj mam tą kozę -westchnęła Crawford

-Kim możemy pogadać na osobności ? -zapytała Grace i nawet nie czekając na odpowiedź Kim porwała ją na drugi koniec korytarza .
-Kim czy zrobiłam coś nie tak ? -zapytała Grace uważnie przyglądając się przyjaciółce
-Zwariowałaś ? -pyta ze śmiechem Kim
-No bo nie odbierałaś telefonów,nie oddzwaniałaś.Martwiłam się -mówi słabo się uśmiechając.Kim przymyka oczy i bierze głęboki oddech.
-Zapewne rozmawiałaś z Jackiem ...-zaczyna Kim i gdy widzi,że Grace kiwa głową kontynuuje -musiałam pobyć trochę sama ze sobą,ze swoimi myślami.Poukładać to wszystko.Po prostu tego potrzebowałam.Zranił mnie...cholernie mnie zranił.Ale jest już okej -mówi cicho Kim i zaciska usta,kiedy jedna pojedyncza łza spada na jej policzek.
Grace podchodzi do niej i mocno ją przytula,a Kim zamyka oczy i próbuje uspokoić oddech.Nie będę płakać.Nie tu -pomyślała Kim
-Grace naprawdę nic mi nie zrobiłaś.Wszystko jest okej..relacje pomiędzy nami się nie zmieniły -mówi posyłając jej łagodny uśmiech
-To strasznie się cieszę,choć do stołówki.Chłopaki pewnie znów zaczną odwalać -mówi z szerokim uśmiechem Grace i łapie za rękę Kim po czym zaczynają jak wariatki biec do na drugi koniec szkoły.
***
-Kim ! Kim! Kim -wrzeszczy na cały korytarz podekscytowana Grace
-Grace!Grace!Grace...co ?-pyta przedrzeźniając przyjaciółkę
-Milton się wybudził ! Jest przytomny -mówi uśmiechnięta Odair
-To cudownie ! Pędźcie do niego.Spotkamy się za dwie godziny,jak wyjdę z tego więzienia -mówi nie zadowolona
-Dasz radę mała -mówi posyłając ciepły uśmiech swojej przyjaciółce i całuje ją w policzek
-Na razie -mówi Grace
-Do zobaczenia -odpowiada Kim i rusza w stronę sali ,gdzie ma odsiadywać kozę  

***

-No Crawford nie będziesz już siedziała sama w tej sali.Masz kolegę do towarzystwa -mówi po godzinie pani Blue
Znudzona blondynka odrywa wzrok od kartki na której coś bazgrała.Crawford podnosi wzrok i patrzy na drzwi.-To chyba jakiś żart -prycha niezadowolona Kim kiedy w drzwiach widzi...









Dawno mnie tubyło.Wiem.Naprawdę to wiem.Ale nie mam czasu.Ani weny.Nic mi nie idzie.Włączam bloggera ,nowego posta i patrzę jak idiotka na białą kartę bo nie wiem co napisać ;/ ;o .Rozdział jest jaki jest.Komentować go nie będę.Ale mam pomysł na następny i mam nadzieję,że wam się spodoba:).Wiem,że jest krótki,ale zrekompensuję się wam następnym ;* !
Rozdział dedykuję Emily Moore ♥ ! KC MISIUUUUUU ;* ! 
A wam składam spóźnione życzenia z okazji DNIA KOBIET .Ja zostałam obdarowana ślicznymi tulipanami i życzeniami :)! A wy coś dostałyście ^^ ?

 
Do napisania ;*

Katherine Pierce♥

DODAŁAM NOWYCH BOHATERÓW ,WIĘC ZAPRASZAM DO ZAKŁADKI "BOHATEROWIE "





sobota, 15 lutego 2014

Rozdział XVIII - "Nie zostawiaj mnie "

Ludzkie łzy to z jednej strony wyraz ogromu cierpienia,lecz z drugiej strony także ulga.Razem z łzami wypływa cierpienie,by zrobić miejsce na nową,kolejną falę bólu.Inaczej ból przestałby się w nim mieścić...

Minęło cztery dni od minionego wydarzenia.Blondynka leżała w łóżku z podkrążonymi oczami kolejny raz wypłakując się w mokrą poduszkę.Tak było codziennie.Nie spała.Jadła też nie najlepiej.Czasami coś wypiła kiedy pragnienie dawało o sobie przypomnieć.Wrak człowieka.W nocy kiedy wszyscy spali,dziewczyna wychodziła na balkon i siedziała beznamiętnie patrząc na ciemne niebo i gwiazdy.Oglądała zdjęcia i za każdym razem wybuchała płaczem.Nie potrafiła się pozbierać.Ból z każdym dniem był coraz silniejszy.Dzwonił.Wszyscy dzwonili.Nie odbierała.Nie chciała z nimi rozmawiać.Tym bardziej z nim.Rodzice Crawford próbowali się dowiedzieć co się stało.Mówiła,że wszystko jest okej.Za każdym razem kazała wyjść im z pokoju.Chciała stąd uciec.Od tych wspomnień.Nawet w swoim łóżku czuła jego.Widziała go dosłownie wszędzie.I ją.Ten moment,kiedy świat jej się zawalił.Sposób w jaki się z nią całował..obejmował w talli i nie wyglądał na niezadowolonego z tej całej sytuacji.A ona ,pusta idiotka myślała,że on ją naprawdę kocha.Blondynka powoli podniosła się z łóżka.Słabym krokiem ruszyła w stronę łazienki.Zdjęła swoją piżamę i weszła pod prysznic skąd zaczęła lecieć ciepła woda.Pozwoliła swojemu ciału na chwilę relaksu.Dokładnie umyła każdą część ciała,a także włosy.Po chwili zakręciła wodę i postawiła swoje nogi na zimnej terakocie.Oplotła się ręcznikiem i wyszła z łazienki.Ruszyła do swojego pokoju w celu wzięcia ubrań i czystej bielizny.Chwyciła pierwsze lepsze rzeczy i bieliznę i z powrotem wróciła do łazienki.Tam wmasowała kremy w swoje zgrabne ciało i założyła czystą bieliznę oraz wzięte ubrania.Założyła jasne jeansy ,czarną krótką bokserkę i do tego bluzo-kurtkę.Ubrana chwyciła w swoje drobne ręce suszarkę i zaczęła suszyć włosy.Po 10 minutach włosy blondynki były wysuszone ,dzięki czemu powstały lekkie fale.Kim zostawiła rozpuszczone włosy i delikatnie wtarła odżywkę w swoje blond długie włosy.Po wykonanej czynności spojrzała w lustro.Dziewczyna stojąca przed lustrem przypominała ją,ale wyglądała kompletnie inaczej.Podpuchnięte oczy,które wyrażały smutek i brak uśmiechu.Dziewczyna spuściła głowę.Koło perfum zauważyła puder.Szybkim ruchem chwyciła je i zaczęła gąbeczką nakładać go na twarz.Znów spojrzała w lustro.Puder nie dał rady zakryć jej smutnych oczu i braku uśmiechu na jej twarzy.
-Mam to gdzieś -powiedziała cicho i wyszła z łazienki zgaszając światło .Szybko zbiegła po schodach na dół i ruszyła w stronę drzwi
-Kim dokąd idziesz ? -zapytała z troską mama Kim
-Idę się przejść,wzięłam telefon -powiedziała Kim kończąc zakładać białe adidasy
-Uważaj na siebie -powiedziała patrząc na Kim
-Dobrze mamo -szepnęła i wyszła z domu.Wyjęła z kieszeni swoje białe słuchawki włożyła je do telefonu ,włączyła pierwszą lepszą piosenkę jaką zobaczyła i ruszyła bez celu po raz kolejny pozwalając sobie na chwilę słabości ...

***
-Jack co się dzieje  ? Kim nie odbiera od nas telefonów ,nie chcę się z nami widzieć ,a ty nie chcesz nam nic powiedzieć ! Co się stało ? -pyta podenerwowana Grace
-Nic...-powiedział cicho Brewer
-JAK TO NIC !? DO CHOLERY NIE RÓB ZE MNIE IDIOTKI ! -wrzasnęła wściekła Odair
-Pocałowałem Erice -wykrzyczał zrywając się z ławki w parku
Grace zamurowało.Szczypała się w rękę ,mrugała powiekami,ale to nie był sen...to działo się naprawdę.
-Co zrobiłeś ? -zapytała głośno przełykając ślinę
-To co słyszałaś -wymamrotał Jack
-Przecież miałeś z nią tylko pogadać ! Wyciągnąć od niej prawdę i ją nagrać ! Gdyby Kim to zoba.....o nie -mówi z przerażeniem patrząc na Jack'a
-Tak.Kim widziała jak się całowałem się z Ericą -powiedział spuszczając z tonu
-To co ty tu jeszcze robisz !? Dlaczego do niej nie idziesz i nie przebłagasz o wybaczenie ? -pyta zdziwiona i jednocześnie zdenerwowana Grace
-Bo sytuacja się trochę skomplikowała .Chodzi o to ,że ...-szatynowi nie było dane skończyć ,ponieważ usłyszał dźwięk swojej komórki.Szybkim ruchem wyciągnął swoją komórkę z kieszeni.
-Yyy ...Grace pogadamy później na razie -rzucił szybko szatyn i odbiegł od Grace
-Jack ! Jack my jeszcze nie skończyliśmy ! -darła się wniebogłosy Grace,jednak na próżno ...Jack już tego nie słyszał.

***
Kim ciągle chodzi po ulicach Seaford.Wszędzie go widziała.Po chwili zatrzymała się.Stanęła na ulicy i patrzyła na chodnik.Ten pamiętny chodnik.
-Kim Crawford uczynisz mi ten wyjątkowy zaszczyt i zostaniesz moją dziewczyną  ? -zapytał oficjalnie wyciągając za pleców piękny złoty naszyjnik w kształcie serca
-Jack...ja ...ja nie wiem co powiedzieć.Jest piękny -powiedziała ze łzami patrząc na swojego wybranka
-Po prostu powiedz tak -szepnął jej w usta
-Tak Jack.1000 razy tak -powiedziała szczęśliwa.Po chwili poczuła jego ciepłe wargi na swoich.Od razu odwzajemniła pocałunek.

Delikatnie dotknęła szyi.Wciąż tam wisiał.Z jednej strony chciała go zerwać.A z drugiej ...po prostu nie umiała.Kilka razy potrząsnęła głową i szybkim krokiem znów zaczęła iść przed siebie.Nie wiele widziała.Miała rozmazany makijaż ,a łzy nie chciały przestać lecieć.
Kocham Cię ,dzięki Tobie wiem,że marzenia się spełniają...bo to ty jesteś moim marzeniem.-słyszała jego aksamitny głos w swojej głowie.Mocno potrząsnęła głową.
-Jack o czym tak intensywnie myślałeś ,że nie słyszałeś jak Cię wołałam ? -zapytała uśmiechnięta

-Myślałem o Tobie i o tym ,jak na zabój jestem w Tobie zakochanym. -powiedział z uśmiechem Jack i pogłaskał ją po policzku.
-Nie,nie,nie .On nigdy mnie nie kochał -powiedziała łapiąc się za głowę.Zaczęła biec.Chciała się uwolnić od tych wspomnień ,od jego głosu.Biegła przed siebie.Po prostu biegła.Włosy miała na twarzy,ale nie chciała się zatrzymywać. Po chwili na kogoś wpadła.Przestraszona podniosła swoje brązowe oczy i spojrzała w górę.Nie spodziewała się,że dzisiaj zobaczy jego..
                                                  ***
    Jerry Martinez samotnie spacerował po święcących pustkami ulicami Seaford.Czuł się cudownie móc znowu swobodnie się poruszać,ale czuł by się znacznie lepiej ,gdyby Milton się wybudził.Jego stan pogorszył się.Martinez przypominając sobie o rozmowie z piękną Knight walnął pięścią o jakiś płot.Gdyby się nie pojawiła ,nie byłoby problemów...a oni nie musieliby leżeć w szpitalu i przeżywać katuszy.Czarnooki spojrzał na swoją rękę.Była cała czerwona ,a z kostek wyciekła czerwona ciecz.Martinez przeklną pod nosem i ruszył dalej.Po chwili ujrzał jakąś postać.Nie widział twarzy zbyt dobrze,bo było ciemno ,a postać biegła.Wytężył wzrok i zobaczył,że to była blondynka.Biegła nie patrząc na nic.Miała twarz zakrytą włosami.Gdy była blisko niego,czarnooki zrobił krok w jej stronę,a ona wpadła w jego ramiona.Przestraszona podniosła swoje brązowe piękne oczy.
Gdy ją zobaczył w takim staniem,serce zaczęło bić szybko.Blondynka bez chwili zastanowienia mocno go przytuliła.

Blondynka potrzebowała bliskości i ciepła.Martinez doskonale zdawał sobie z tego sprawę.
Po chwili delikatnie odsunął ją do siebie ,ale wciąż ją obejmował w talli.
-Chodź ,trzeba zejść z tej ulicy -powiedział łagodnie Jerry i zaprowadził Kim na pierwszą ławkę jaką zobaczył.Usiedli ,a Kim znów się w niego wtuliła.Martinez dał jej czas,aby się wypłakała.Teraz od niej i tak by się nic nie dowiedział.Wiedział,że ona tego potrzebuję.
-Jerry twoja ręką -wychlipała blondynka łapiąc ją w swoje ręce
-E tam to nic.Bardziej mnie martwi to co się z Tobą dzieję.Dlaczego płaczesz ? -zapytał smutny bardziej tuląc do siebie blondynkę
-Jack pocałował Ericę..na moich oczach-powiedziała cicho.To było dziwne,ale poczuła się lepiej,kiedy komuś o tym powiedziała.Czekała na jakąś odpowiedź,pytanie ze strony Martineza,ale on siedział i nic nie mówił.
-Jerry co jest ? -zapytała uważnie przyglądając się Martinezowi
-Zabiję go-wysyczał i zerwał się z ławki
-Jerry ,Jerry stój ! -krzyczała przerażona Kim.Szybko go dogoniła i stanęła przed nim
-Kim nie powstrzymuj mnie.I tak dostanie -mówił wściekły
-Jerry nie zostawiaj mnie -prosiła ze łzami w oczach
Martinez na nią spojrzał.W jej oczach widział smutek,żal i ból.
-Nigdy bym Cię nie zostawił Kim.Przepraszam poniosło mnie -mówi już spokojniej
-Wiem o tym Jerry i nic się nie stało -mówi posyłając czarnookiemu słaby uśmiech.Wracają na wcześniejszą ławkę.Martinez siada na ławce i pokazuje Kim,aby przytuliła się do niego.Dziewczyna nie protestuje.Siada na kolanach Martineza i mocno go przytula.Delikatnie zamyka oczy i po chwili zasypia ...
***
-Matko Boska ! Jerry ,czy coś jej się  stało ? -pyta przerażona pani Crawford widząc Martineza z Kim na rękach
-Nic się nie stało.Po prostu gadaliśmy i Kim zasnęła -mówi ze słabym uśmiechem Jerry
-Całe szczęście.To chodź zaprowadzę Cię do jej pokoju.Niech sobie pośpi -mówi mama Kim patrząc z troską na śpiącą Kimberly
Martinez wchodzi za mamą Kim na górę do jej pokoju.Pani Crawford otwiera szeroko drzwi do jej pokoju ,a Jerry wchodzi z śpiącą Kim i delikatnie kładzie ją na łóżku.Mama Kim szybko ściąga jej buty i bluzę po czym wychodzą z Martinezem z jej pokoju i zamykają drzwi.
-Dziękuję Ci Jerry za to ,że ją przyniosłeś.Może chcesz zostać i napić się herbaty -pyta Amanada posyłając czarnowłosemu ciepły uśmiech
-Może następnym razem proszę pani,muszę jeszcze coś załatwić.I nie ma pani za co dziękować.Kim to moja najlepsza przyjaciółka -mówi z uśmiechem na ustach
-Kim ma prawdziwe szczęście mając takich przyjaciół i takiego wspaniałego chłopaka jakim jest Jack przy sobie -mówi z wielkim uśmiechem na twarzy,a Jerry tylko delikatnie kiwa.
-To my mamy szczęście ,że mamy ją.Do widzenia pani Crawford -mówi z delikatnym uśmiechem wychodząc z domu Crawford
-Do widzenia Jerry -mówi uśmiechnięta Amanda i zamyka drzwi...
***
Martinez czekał w parku na Brewera ,który zaraz miał się pojawić.Nikogo nie było,więc bez problemu mógł zrobić to na co miał ochotę.Po chwili zobaczył Jack'a.Szybko zerwał się z ławki i ruszył w kierunku Jack'a .
-Cześć Jerry to o czym ...- Nagle Jack w ekspresowym tempie zostaje powalony na ziemię,przez Martineza.



To chyba najdłuższy rozdział jaki napisałam ;o ! I muszę przyznać ,że nawet rozdział mi się podoba :))Miałam go skończyć wczoraj,ale wróciłam do domu po 24 :/ ,więc skończyłam go dzisiaj :* KTO DZISIAJ ŚWIĘTUJĘ DZIEŃ SINGLA ;* ? hahahahahhahahahhahahaha :D Ja osobiście nienawidzę walentynek,ale kocham dzień singla ! TO MOJE ŚWIĘTO ♥ ! No to teraz wrócimy do rozdziału...Jestem bardzo ciekawa waszej opinii ;* !
Dziękuję za 7 komentarzy pod poprzednim rozdziałem ! A także za ponad 20000 wejść ♥ ! JESTEŚCIE NAJLEPSZE ;** !  Rozdział dedykuję : Emily Moore i Idward ♥ !

9 komentarzy = next rozdział
Taki szantażyk z mojej strony ^^
Miłej Soboty ;*
Ola Lynch ♥ !

niedziela, 9 lutego 2014

Rozdział XVII - "Mam cholerną ochotę Cię pocałować "

Kolejny dzień.Dla wszystkich znacznie lepszy niż te siedem poprzednich.Uśmiechnięta Grace wchodziła do szpitala,w celu odwiedzenia swojego chłopaka.Brunetka czuła,że serce bije jej szybciej z każdym krokiem.Nie mogła się doczekać spotkania z Martinezem.Jednak jej plan się zmienił,kiedy ujrzała przez szybę w sali jakąś szatynkę siedzącą na łóżku jej chłopaka.Zszokowana ukryła się za ścianą i delikatnie wychyliła głowę,aby przypatrzeć się tej niepokojącej sytuacji.Całą swoją uwagę poświęciła przypatrywaniu się tej sytuacji i nie zauważyła uśmiechniętego Brewera zmierzającego w jej kierunku.Rozbawiony pozycją swojej przyjaciółki podszedł do niej od tyłu i delikatnie złapał ją w talli na co Grace podskoczyła,a Jack wybuchł niepohamowanym śmiechem.
Odair złapała go za rękę i pociągnęła go na drugi koniec korytarza.Grace nerwowo rozejrzała się po korytarzu i puściła dłoń Jack'a .
-Co ty wyprawiasz ? - zapytał rozbawiony zachowaniem brunetki
-Podjedziesz teraz pod salę Jerry'ego i zobaczysz kim jest ta brunetka siedząca na łóżku mojego chłopaka ,jasne ? -zapytała zdenerwowana
-Brunetka ? Jaka Brunetka ? Grace o kim ty ....o cholera -powiedział z olśnieniem szatyn
-Co ? -zapytała zdziwiona
-Grace ufasz mi ? -zapytał szatyn uważnie patrząc na zaniepokojoną Odair
-Ufam-odpowiedziała natychmiast
-To dobrze.Bo mam pewien pomysł,ale to co Ci powiem pozostaje pomiędzy nami ...

***
-Kim ty jesteś ? Czego chcesz ? -pytał Martinez bacznie obserwując stojącą nad nim Knight
-Jestem Erica.A czego chcę..chce Jack'a Brewera. Twojego najlepszego przyjaciela.Bardzo go potrzebuję,ale niestety są osoby,które muszą odnieść pewne obrażenia,starty,aby pokazać mu,że ze mną nie wygra -odpowiada uśmiechnięta
-Ty podła suko !-wykrzyknął Jerry zrywając się z łóżka,jednak ból żebra był tak silny,że z powrotem opadł na łóżko
-Jerry musisz odpoczywać ,po co się denerwować.Jeszcze żyłka Ci pęknie -mówi ze śmiechem,patrząc na wściekłego Martinez'a.Po chwili słyszy dźwięk swojego telefonu.Wyciąga go z kieszeni i odchodzi od Martineza
-Cześć Jack -mówi szeroko się uśmiechając
-Przyjdź do parku koło szpitala.Musimy pogadać -słyszy po drugiej stronie głos Brewera
-Zaraz będę-mówi zadowolona i rozłącza się

-Pożałujesz. Pożałujesz tego,że się pojawiłaś tu i w tym mieście -syczy wściekły Martinez
-Wątpię.Miłego dnia,Jerry-mówi Knight z uśmiechem patrząc na wściekłego Martineza po czym zmienia wyraz twarzy i wychodzi z sali.





     ***

Tymczasem Kim razem z Eddim szli po Julię ,aby razem z nią pójść do szpitala.
-Dzień Dobry my przyszliśmy po Julię -mówi Eddie,gdy drzwi otwiera mama Julii -pani Green
-Dzień Dobry,ale Julii nie ma od dobrych paru godzin.Podobno poszła się spotkać z wami -mówi zdziwiona mama Julii
-Dziwne,umawialiśmy się z nią wczoraj,że po nią wpadniemy-mówi marszcząc brwi Kim
-No dobrze dziękujemy,zaraz do niej zadzwonimy -mówi Eddie
-Do widzenia -mówi Kim i odchodzi z Eddim zamykając furtkę od domu Julii
-Julia nie odbiera -mówi rozłączając się,gdy w telefonie słyszy "sekretarkę"
-Przecież się z nią umawialiśmy,dlaczego okłamała swoją mamę ? -pyta nic nie rozumiejąc Kim
-Chodźmy do szpitala ,może Julia już tam jest -mówi chowając telefon
-No dobrze -odpowiada Kim i ruszają w stronę szpitala ciągle rozmawiając ...

***
-Rozgryzłaś mnie -rzuca Brewer patrząc na uśmiechającą się Knight
-A w jakiej sprawie ? -pyta patrząc przenikliwie na szatyna
-Nigdy nie kochałem Kim.Była impreza u Grace.Kompletnie się zalałem ,więc powiedziałem ,że jest dla mnie ważna,że ją kocham.Od razu to kupiła.I możesz się domyślić jak skończyła się ta noc.Nie wiem czy słyszałaś,ale ją rzuciłem -mówi wygodnie siadając na ławce
-Wierz całkiem niezła bajeczka,tylko szkoda ,że jej nie kupuje -powiedziała Erica patrząc z politowaniem na Jack'a
-Ale mnie nie obchodzi to czy w nią wierzysz czy nie.Chcę tylko wyjaśnić całą historię.Nadal jestem takim dupkiem jak dwa lata temu -powiedział patrząc w oczy Erice
-Dlaczego jesteś w Seaford ? -pyta Brewer dalej patrząc na Knight
-Z trzech powodów...ty ,ty 

-I ty-mówi posyłając szatynowi słodki uśmiech
-Mam cholerną ochotę Cię pocałować-mówi oblizując usta i łapiąc brunetkę w talli

-A co z Kim ? -spytała zawieszając ręce na szyi szatyna
-Nie widzę jej ...nie ma jej tu-zaśmiał się po czym poczuł jedwabiste usta Knight na swoich.Szatyn od razu odwzajemnił pocałunek bardziej obejmując Knight w talli.Ona natomiast przenosi ręce na jego twarz,rozchylając swoje usta,aby język Jack'a mógł penetrować jej podniebienie
Zajęci pocałunkiem nie zobaczyli Crawford,która stała jak zamurowana,od dobrych paru minut.Chciała coś powiedzieć,ale nie mogła wydobyć z siebie ani słowa.Łzy niepohamowanie zaczęły lecieć z jej oczu,zamazując cały obraz.Szybkim ruchem dłoni je starła,ale ciągle napływały nowe.Po chwili para oderwała się od siebie.Zadowolona Knight przyglądała się Crawford,która odwróciła wzrok
-Kim ...-zaczął Jack ,ale blondynka natychmiast mu przerwała
-Nic nie mów...to koniec -powiedziała łamiącym głosem i odbiegła stamtąd kierując się w stronę swojego domu.Jack tylko wzruszył ramionami i ponownie z Ericą złączyli usta w namiętnym pocałunku...







Po miesiącu znowu rozdział....ja OSZALEJE -.- ! Nie będę was znowu przepraszać,bo nawet na to nie mam czasu :( Mam problemy ,pewnie myślicie "KTO ICH NIE MA ".Wiem,wiem ,ale wszystko zaczęło mi się komplikować ,nie nadążam za tym wszystkim :( .Próbuję wszystko na nowo ogarnąć.Po każdym upadku trzeba wstać,nie ? No dobrze ,rozdział jest ...mam nadzieję,że mnie nie zabijecie :/.Bo rozdzielony kick trochę potrwa ...ale będzie dobrze :)) Chyba xd .! DZIĘKUJĘ ZA POPRZEDNIE 9 KOMENTARZY ! JESTEŚCIE NAJLEPSZE ♥ ! Rozdział dedykuję ...Emily Moore,Patt Howard,AleXandrze Howard,Idzie P. i wszystkim osobom które skomentowały ostatni post ♥ ! DZIĘKUJE Z CAŁEGO SERDUSZKA ,TO WIELE DLA MNIE ZNACZY ;* Czekam na wasze komentarze i szczere opinie ...może jest coś co wam się nie podoba ? Piszcie śmiało co chcecie abym zmieniła ...jestem otwarta na krytykę...tą uzasadnioną :*
 Miłego Wieczoru ♥
Ola Lynch :*

         




poniedziałek, 6 stycznia 2014

Rozdział XVI - "Potrzebujemy Cię .Ja Cię potrzebuje "

-Jack za drzwiami stoi ...Brody -powiedziałam z grymasem na twarzy
 
-Kto ? -zapytał ze wściekłością brunet 
 -Musisz się ukryć ,musimy się trzymać wersji ,że zerwaliśmy -powiedziałam stanowczo przez co brunet bardziej się zezłościł .Szybko do niego podeszłam,złapałam jego twarz w dłonie i pocałowałam go w usta .
-Ja też nie jestem zadowolona Jack ,naprawdę .Ale szybko spławie Brody'ego ,i dokończymy to co zaczęliśmy  -powiedziałam szepcząc  z uśmiechem na ustach.Brunet zniknął z prędkością światła i ukrył się w łazience .
 ,zostawiając drzwi delikatnie uchylone .Cicho zaśmiałam się z reakcji szatyna i poszłam otworzyć drzwi .
-Przepraszam Brody ,że musiałeś długo czekać ,ale rozmawiałam przez telefon -wymyśliłam na poczekaniu  wpuszczając Petersona do domu .
-Nic nie szkodzi ,jestem cierpliwą osobą -odpowiada z uśmiechem Peterson
-To po co przyszedłeś ? -pytam przechodząc do rzeczy
-Słyszałem ,że Brewer z Tobą zerwał ,chciałem zobaczyć jak się trzymasz -mówi smutnym tonem ,ale uśmiech nie schodzi mu z twarzy ,co sprawia ,że w jednej chwili mam ochotę go spoliczkować
-A skąd się dowiedziałeś ? To się wydarzyło jakąś godzinę temu. -pytam  zirytowana
-Byliście najgłośniejszą parą w Seaford i zerwaliście w publicznym miejscu ,więc reszty nie muszę Ci wyjaśniać -odpowiada spokojnie ,przez co jeszcze bardziej mnie denerwuje . -Jak się czujesz ? -powtarza pytanie 
-A jak się mam czuć ? Zerwał ze mną chłopak ,którego kochałam ,który mną się bawił ,więc się domyśl -warknęłam.Czarnooki chce podejść i mnie przytulić ,ale ja robię krok w tył na znak ,że nie mam ochoty.Jestem w niemałym szoku kiedy widzę ,że Peterson bardzo łatwo kupił tą całą akcję .
-Widzę ,że nie masz ochoty na rozmowę ,rozumiem.Jak będziesz potrzebowała przyjaciela ,dzwoń -odpowiada ciepło Brody 
-Na pewno zadzwonię -mamroczę pod nosem i zamykam za Petersonem drzwi. Szybko odwracam się i natychmiast podskakuje ze strachu bo Jack stoi tuż za mną .
-Jesteś świetną aktorką -mówi pod wrażeniem brunet 
-Jeśli chodzi o ludzi na których mi zależy i których kocham ,jestem w stanie kłamać bez mrugnięcia okiem ,a nawet skoczyć z mostu - mówię patrząc głęboko w oczy bruneta i zawieszam swoje ręce na jego szyi 
-Ja też Ciebie kocham Kim -mówi słodko brunet i delikatnie bawi się językiem ze swoją ukochaną ,aby później namiętnie pocałować ją w usta ...
Parę minut później :
-Wiesz ,Jack co jest w tym wszystkim najśmieszniejsze ? -pytam siedząc obok bruneta na kanapie w salonie i  rozmawiając na temat mojej rozmowy z Petersonem  . Kręci przecząco głową ,więc kontynuuje . -To ,że patrzył mi prosto w oczy i mówił ,że usłyszał to od kogoś ,a doskonale wiemy ,że to nie prawda ,gdyż  widziałam go u Phila Fala Fela ,siedział przy kasie .Okłamał mnie i nazwał się moim przyjacielem -mówię oburzona
-To idiota ,był nim ,jest i będzie do końca swojego nędznego życia -mówi powstrzymując śmiech brunet ,lecz długo nie wytrzymuje i zaczyna się śmiać ,ale widząc ,że ja się nie śmieje od razu poważnieje i mówi 

-Kim nie masz się czym przejmować ,on nie jest tego wart .Jeżeli okłamał Cię patrząc Ci w oczy to oznacza ,że nigdy nie był twoim przyjacielem -mówi brunet i delikatnie dotyka mojego policzka ,na co przymrużyłam oczy i szeroko się uśmiechnęłam .Delikatnie złapałam jego ciepłą dłoń i zabrałam ją z moje policzka po czym zbliżyłam się do jego pełnych warg .
-Nie kuś ,musimy zbierać się do szpitala - szepnęłam mu w usta
-Ależ ja doskonale o tym wiem Kimi ,ale obiecałaś mi coś -powiedział i szybkim ruchem sprawił,że oparłam się o poduszki po czym odnalazł  moje usta.
Całowaliśmy się zacięcie, żywo i płomiennie. Iskra namiętności była w naszym związku cały czas i nigdy się nie wypalała.Gdy bawiliśmy się swoimi językami czułam aksamitną rozkosz na ciele oraz w duszy i sercu.Jack zakończył pocałunek głośnym, wyrazistym buziakiem. 
-Wiem ,że to zabrzmi banalnie ,ale uwielbiam kiedy mnie całujesz -powiedziałam pełna euforii
-Ja też to uwielbiam -powiedział szeroko uśmiechnięty widząc moje zadowolenie i chciał mnie znów pocałować ,ale tym razem przerwali nam ...moi rodzice ! Od razu z Jackiem odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni na co moi rodzice głośno się zaśmiali .
-Dzień Dobry pani ,panie Crawford -powiedział oficjalnie brunet
-Jack mów nam po imieniu ,przecież nie jesteśmy ,aż tak starzy prawda ? -powiedziała mama blondynki 

-Nie ,oczywiście ,że nie -zaprzeczył niemal natychmiast Brewer
-Carl -powiedział 40-letni ojciec Kimberly i przyjaźnie wystawił rękę do bruneta
.Ojciec Kim był dyrektorem najlepszej klinki medycznej w całym kraju .-Amanda -powiedziała z kolei mama Kim ,38-letnia była modelka ,jest bardzo rozpoznawalna i brała udział w wielu pokazach najlepszych projektantów mody w całej Europie i nie tylko .Teraz jest szefową własnej agencji modeling-owej .

Brunet pocałował dłoń pani Crawford ,na co szeroko się uśmiechnęła .
-Kim twój chłopak to dżentelmen i do tego taki przystojny -powiedziała Amanda na co Kim strasznie się zarumieniła ,a Jack szeroko się uśmiechnął w stronę blondynki .Po chwili do posiadłości Crawfordów wbiegł jej najmłodszy domownik czyli brat Kim -Timmy .Gdy zobaczył Jacka od razu przybiegł i wskoczył mu na ręce na co brunet się zaśmiał ,a ja szeroko się uśmiechnęłam .
-Jack pobawisz się chwilę ze mną -zapytał wesoły Timmy
-No pewnie .Kim porozmawiaj z rodzicami ,dawno ich widziałaś -powiedział szeroko uśmiechnięty brunet i ruszył z malcem na górę .
-Myślałam ,że wrócicie jutro -blondynka spojrzała na obojga rodziców
-Udało się nam wrócić wcześniej ,co nie cieszysz się ? -zapytał ojciec Kim udając smutek
-Tatku pewnie ,że się cieszę po prostu jestem zaskoczona -odparła wesoło blondynka i przytuliła swoich rodziców
-To się cieszę .Co powiesz na nasze ulubione danie czyli Rio Bravo ? -zapytała ciepło Amanda
-Bardzo chętnie ,ale musimy lecieć z Jackiem do szpitala -od razu ugryzłam się w język ,po co ja tyle mówię !?
-Do szpitala ? -zapytali na raz rodzice 

-Tak, do Jerry'ego i Miltona ,mieli wypadek ,ale mają się dobrze -mówiłam spokojnie
-Zaraz zadzwonię do rodziców Miltona i Jerry'ego .Powiem ,żeby pamiętali ,że mogą na nas liczyć -powiedział Carl i ruszył do pokoju . 
-Kim jak oni się czują ? -zapytała swym ciepłym i pełnym troski głosem Amanda
-Czują się dobrze ,najgorzej było wczoraj ,kiedy ich stan pogorszył się  -odparłam lekko smutna -,ale zmieńmy temat ,jak było u babci ....
                                              ***

-Jerry, kochanie proszę otwórz oczy.Ja wiem ,że mnie słyszysz  .Tak bardzo chciałabym ,abyś się obudził .Potrzebujemy Cię .Ja cię potrzebuję -mówi łkając Grace delikatnie ujmując dłoń swojego ukochanego .Swoimi ciepłymi wargami dotyka jego dłoni .Dłoń jest zimna .Bezwładna .-Dlaczego ty ? - szepcze cicho Grace.W oczach brunetki zbierają się łzy ,które po chwili spływają na policzki.
Kiedy widzi ,że jedna łzy spadła na dłoń jej ukochanego ,ściera pozostałe łzy ze swojego policzka .Powoli podnosi się z krzesła i delikatnie kładzie dłoń ukochanego na łóżko .Zbliża się do jego twarzy i delikatnie całuje go w jego zimne usta.Podnosi się do pozycji stojącej i odwraca się z zamiarem opuszczenia sali kiedy zdarza się cud ...koniuszki palców Martineza delikatnie dotykają dłoni Grace .Po ciele szatynki przechodzi przyjemny dreszcz.Zszokowana odwraca się w stronę łóżka Martineza.Ich spojrzenia się spotykają ,a Jerry posyła Grace słaby uśmiech .Dziewczyna bez zastanowienia zbliża się do Jerry'ego i gwałtownie wpija mu się w usta .Czuje się niesamowicie móc poczuć ciepło warg Martineza .Pocałunek nie trwa długo,gdyż szatynka odrywa się od Martinez'a i swoją ręką delikatnie dotyka policzka chłopaka 
.
-Grace -mówi słabo Martinez
-Ciii ...wszystko jest okej .Nie męcz się -mówi uśmiechnięta dziewczyna ,nie przerywając czynności
-Kocham Cię -mówi osłabiony ,ale posyła Odair <czyt.Grace> ciepły uśmiech
-Ja Ciebie też .Nawet bardzo -powiedziała szczęśliwa brunetka składając na ustach czarnowłosego czuły pocałunek .



                  ***
Kiedy szczęśliwa Grace spędzała czas ze swoim ukochanym ,w tym samym czasie Julia miała nie przyjemne spotkanie z Ericą .
-Coś nowego Green masz dla mnie ? - zapytała Knight <Erica> rozsiadając się na ławce w parku
-Nie .Nic na razie nie wiem - odparła Green uważnie obserwując Knight
-To nie dobrze .Bardzo nie lubię momentów kiedy nie wiem co się dzieje .Staje się wtedy zbyt zła i agresywna .Kto wie co może się zdarzyć -mówi wzruszając ramionami
-Nie przestraszysz mnie -powiedziała pewnie Green ,ale w środku była przerażona .Bała się jak nigdy .O siebie ,o swoich bliskich .
-Czyżby ? To dlaczego tu jesteś ? Przecież gdybyś się nie bała ,nie przychodziłabyś tu ,gdzie Ci kazałam -mówi uśmiechając się chytrze

-Jestem ciekawa co planujesz.Miałaś mi powiedzieć -mówi Green marszcząc brwi
-Chcesz wiedzieć co planuje ? -pyta oschle na co otrzymuje delikatnie kiwnięcie głowy -Chcę zniszczyć twojemu przyjacielowi życie ...

Cześć po 4 miesiącach ;o ! Nie wiem jak mogło mnie tu tyle nie być ,jakaś porażka -.-
Ciekawe czy ktoś tu jeszcze ze mną został :( Mam nadzieję ,że tak bo wyświetlenia non stop rosną w górę .Jak zawieszałam bloga ,miałam 16000 tysięcy ,a teraz mam ponad 18000 :O DZIĘKUJĘ WAM BARDZO MOCNO ♥ ! JESTEŚCIE NAJLEPSZE :*
ROZDZIAŁ DEDYKUJĘ WSZYSTKIM KTÓRZY KOMENTUJĄ MOJEGO BLOGA :*
KOMENTARZE POKAZUJĄ MI ILE OSÓB ZE MNĄ JEST ,WIĘC KAŻDY KTO PRZECZYTAŁ TEN ROZDZIAŁ NIECH SKOMENTUJE ,TO DLA MNIE BARDZO WAŻNE :* !
                                           No to miłego wieczoru :*
                                                    Ola Lynch ♥



wtorek, 24 grudnia 2013

Merry Christmas Everyone and A Happy New Year ♥ !

   Jak mówi tytuł posta ,chciałabym z okazji Świąt Bożego Narodzenia i nadchodzącego Sylwestra życzyć WSZYSTKIEGO NAJLEPSZEGO .!
   Żeby te święta były dla was udane ,żebyście dużo zjadły ,i niczego sobie nie żałowały ,bo raz na rok tak TRZEBA .!
   Żeby ten zbliżający się rok 2014 był dla WAS WSZYSTKICH znacznie lepszy niż ta pechowa 13 -przynajmniej dla mnie :(
   I jeszcze taka wiadomość :* Otóż postanowiłam wrócić również NA TEGO BLOGA .Ostatni post był tutaj 24 września ,jakaś masakra ;o ! Więc wracam ,na wasze nieszczęście hahahhahahahaha :*
  Rozdział postaram dodać jak najszybciej ,myślę ,że może po świętach ,ale NIC NIE OBIECUJE ,żeby nie było ♥ 


No to WESOŁYCH ŚWIĄT :3
i DO ZOBACZENIA :*
Ola Lynch ♥
           

                                                        

poniedziałek, 11 listopada 2013

Podziękowanie&Wyjaśnienie&Nowy Blog

Hej Kochane :* !
        Więc tak...zaczniemy od podziękowania ! Za ponad <werben proszę > 16000 TYSIĘCY WEJŚĆ ♥ ! Naprawdę nie wiem jak to zrobiłyście ,ale DZIĘKUJĘ WAM Z CAŁEGO SERDUSZKA ! Za to ,że macie siłę czytać te wypociny eh ...
       Teraz wyjaśnienie ....otóż . Ja nigdzie nie odchodzę kochane ! Robię tylko chwilową przerwę .Na razie nie mam weny ,a nie chcę dodawać beznadziejnych rozdziałów np.takich jak ten tu poprzedni :C .Ja wrócę ,aby skończyć historię tu i ,aby kontynuować historię na drugim blogu :* Więc ,wybaczcie ,ale będzie musiały wytrzymać ze mną jeszcze dłuższy czas :)
       Dobra a teraz moja ulubiona część tej notki :) BLOG O A&A *.* !   Stworzyłam bloga ,mam prolog i rozdział .Mogę go dodać nawet dzisiaj ,ale to zależy od was ^^ ! Jeżeli chcecie prolog proszę o 6 komentarzy pod tą notką  ♥♥ !
Link do bloga ----> 
http://austin-and-ally-love-story.blogspot.com/
                                     
                                     KOCHAM WAS SKARBY
♥
                                         Ola Lynch :*

niedziela, 3 listopada 2013

Przerwa&Koniec

Tak jak mówi tytuł posta . Robię przerwę .Nie mam weny ,aby pisać na razie o Kick ,a po ostatnim poście i tych trzech komentarzach ,widać ,że nie będziecie tęsknić :) Chcę zająć się planowaniem nowego bloga . Powiem ,wam ,że blog będzie o A&A . Na razie mam prolog i połowę pierwszego rozdziału ,muszę dalej pracować nad fabułą . Mam nadzieję ,że tam będziecie wpadać i ,że spodoba się wam moja historia . Czy wrócę ? Nie wiem . Na razie nic nie wiem . Nawet nie wiem jak zacząć kolejny rozdział i na 1 i na 2 blogu ,więc pozdro dla mnie XD . Robię przerwę na obu blogach . No to tyle . Życzę wam spokojnej niedzieli :* 
                                                                    Ola Lynch ♥ !